|
There are no translations available.
Późną nocą, 18 listopada 2011r, w klubie MARES spotkało się 17 nurków – Maresowców i Trytonowców. Po krótkiej odprawie zapakowaliśmy się w Mietkobus i Błażejbus i ruszyliśmy do Gdańska. Wczesnym rankiem, po zaopatrzeniu się w strefie wolnocłowej w płynne środki antystresujące, i po dość sprawnej odprawie o godz. 9.30 wylecieliśmy z lotniska im. Lecha Wałęsy liniami AirCairo. I już po 4,5 godzinach przywitała nas spalona słońcem ziemia egipska.
HURGHADA, dawna wieś rybacka, dzisiaj jedno wielkie hotelisko. Na miejscu czekała na nas, mała wzrostem, ale wielka duchem, Szarka – instruktorka doskonała rodem z Czech. Krótki przejazd autokarem z lotniska do hotelu Stevguul.. Z tyłu hotelu na nabrzeżu kołysała się, jak się później okazało, nasza łódź o słodkiej nazwie TIRAMISU. W dniu przyjazdu jeszcze do wieczora przechadzka po mieście tętniącym życiem do późna i w nocy wyjście w morze. Na „okręcie” rządy obejmuje niejaki Gutek z domu Pruski. Na miejscu do naszej grupy dokoptował się jeszcze nurek z Ukrainy - sympatyczny Jurij oraz zawsze uśmiechnięta Basia z dużym Kazikiem Tak więc jest nas teraz 18 chłopa i trzy kobitki. Naszym Tiramisu dowodzi kapitan, młody, ale już doświadczony wilk morski, którego wspiera 5 osobowa załoga o egzotycznych imionach: Ala Edi czy Mustafa. Mustafa przez cały rejs będzie pełnił odpowiedzialną funkcję naszego stewarda. Warunki okrętowe - kabiny dwuosobowe z maleńką łazienką, spora messa, rufa przystosowana do nurkowań, taras na górze statku i to przez tydzień ma być całym naszym światem. I zaczęło się... „ nie byliśmy tu dla przyjemności ”. Oj nie! Podzieleni na trzy grupy zaczęliśmy intensywne nurkowanie. Jedna grupa, najbardziej doświadczona, pod wodzą Szarki, druga Błażeja, a trzecia pod opieką Gustawa. Niektórzy z nas skorzystali z okazji i zrobili dodatkowe kursy i uprawnienia, a pozostali doskonalili swoje umiejętności z różnym skutkiem.
Realizujemy po 3 i 4 nurkowania dziennie .Pobudka 5.30, odprawa, plan nurkowania i chlup w wodę. Piękne piaszczyste dno, piękne rafy koralowe i przejrzysta toń niespotykana na naszych wodach. Oczywiście mamy do czynienia z bogatą fauną Morza Czerwonego, spotykamy kolorowe ryby, o tak sympatycznej nazwie jak ustnik pawik, ustnik cesarski, ustnik szopowaty, pomarańczowy. Są też groźne mureny , jedna z nich wypęzła gniewna ze swojej jamy zmywając się w oddali. Widzimy skrzydlice, napoleona, osobliwą rybę flet zaiste wyglądającą jak flet muzyczny. Duże wrażenie sprawia piękna hiszpańska tancerka ale nie ta z baletu tylko podwodna. Ci co mają aparaty fotograficzne mają łowy. Są też oczywiście nurkowania nocne przy latarkach mające swój specyficzny urok. A propo latarek, latarki firmy Blondyna i Co.one jednak nie wytrzymywały naszego tempai podwodnego ciśnienia. Któregoś dnia nasz statek przemieszcza się na sławną i budząca grozę wśród marynarzy rafę o wiele mówiącej nazwie - Stalowa rafa, no i oczywiście są w planie wraki do opływania. Nie na wszystkie zaplanowane zanurkowaliśmy ze względu na warunki prądowe ale te które były to pierwsza liga. Nurkujemy na pierwszym . Jest to Carnatic z 1862 - 140 letni wrak pocztowo-pasażerskiego parowca angielskiej kompanii najstarszy na tej rafie zwanej przez miejscowych Rafą Abu Nuhas. Wrak spoczywa na głębokości od 19 do 27m. Co prawda to z wraku pozostał już tylko stalowy szkielet porośnięty miękkimi koralami.
 Zbudowany w 1862 roku przez stocznię w Londynie kursował on jako liniowiec na trasie Suez-Bombaj, a niejednokrotnie zawijał też do Chin. Wielkość statku to: dł. 89,8 m szer. 11,6m, wyporność 1776 ton. Podczas feralnego rejsu z miejscowości Suez do Bombaju statkiem podróżowało 35 pasażerów i 176 osób załogi, a ładunek jaki statek przewoził to przede wszystkim jak podają dokumenty warte 40 000 funtów brytyjskich sztaby miedzi i złota przeznaczone dla angielskiej mennicy w kolonii indyjskiej, listy i przesyłki Poczty Królewskiej dla oddziałów Brytyjczyków stacjonujących w Indiach, bele bawełny oraz setki butelek z winem i wodą sodową. W nocy z 12 na 13 września 1869 roku statek uderzył o rafę i mimo wielu zniszczeń, jeszcze przez kilkadziesiąt godzin utrzymywał się na powierzchni. Nieświadomy ogromu zniszczeń i niebezpieczeństwa kapitan, w oczekiwaniu na pomoc nie wydał rozkazu natychmiastowej ewakuacji. Dopiero około godzin przedpołudniowych 14 września 1869 roku pasażerowie i załoga zaczęła opuszczać jednostkę, jednak po 34 godzinach dryfowania statek nie wytrzymał siły naporu wody i przełamał się na dwie części bez żadnego ostrzeżenia i zabrał na dno 5 pasażerów i 26 członków załogi.
Rozbitkowie, którym udało się przetrwać zostali podjęci przez inną jednostkę, a kapitan Philip Buton Jones został postawiony przed Trybunał Morski. Ulysses to kolejny wrak, jak piszą to "dziadek" Morza Czerwonego , zatonął 18 lat po Carnaticu. Bardzo podobna w konstrukcji do Carnatica, brytyjska jednostka żaglowo-parowa o stalowym kadłubie. (dł. 95m). Leży na sterburcie na maksymalnej głębokości 28 m. Statek płynął z Londynu do Penang pod dowództwem kapitana Arthura Bremner, w czasie której uderzył w rafę po wschodniej stronie wyspy Small Gubal 16 sierpnia 1887. Przewoził ładunki mieszane, z których jak podaje historiografia wiele zostało ręcznie rozładowane przez załogę z HMS Falcon, który przyszedł mu na pomoc. Niektóre z ładunków dużych bębnów kablowych nie uratowała się i teraz leży na stokach rafy wśród wraków. Często słyszy się o nim jako "The Cable Wreck" - wrak kablowca. Po bohaterskiej walce ostatecznie osunął się pod fale gdzieś między 20 sierpnia i 6 września 1887.
|